wtorek, 7 czerwca 2011

Koty i inne sprawy

Mujeju, ile ja mam ostatnio roboty! Zbliża się koniec roku szkolnego, więc jest co niemiara kłopotu z poprawianiem ocen, szczególnie, kiedy tak jak ja ma się połowę z nich zawieszoną pomiędzy. Musiałam też, w ramach projektu Miłosz odNowa napisać sprawozdanie z naszych działań. Limit znaków przekroczyłam o prawie 2000... Dzisiaj w szkole musiałam to skracać razem z polonistką.
Wczoraj zaczęłam taki mały eksperyment, czyli serwetkę z kotem. Na razie prace posunęły się w małym stopniu, ale czasu też nie ma. No i ten upał człowieka po prostu wykańcza... To, co do tej pory zrobiłam, wygląda tak:
Niezbyt imponujące, wiem. Jeśli ktoś by się przyjrzał, może dojrzy zarys ogona i tułowia...
Niedawno na jednym z parapetów, na który zresztą rzadko się zagląda, zakwitło takie cudo:
Od razu po odkryciu został przeniesiony do kuchni. I pomyśleć, że moglibyśmy go nie zauważyć...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz