środa, 29 sierpnia 2012

Tortura dużego okrucieństwa...

... czyli całodzienna wycieczka na zakupy. Nie wiem, czemu się zgodziłam, żeby pojechać z kuzynką do Silesii (jakbyśmy nie mieli w galerii w Częstochowie) na poszukiwanie ubrań do liceum, bo to co ona nosiła do tej pory to się nie nadaje. No, ale się stało i wczoraj o 11 w taką podróż wyruszyłyśmy. Najprzyjemniejszą częścią była oczywiście podróż pociągiem - Koleje Śląskie są naprawdę fajne. Potem już tak miło nie było, bo włóczenie się przez tyle godzin po sklepach to dla mnie właśnie tortura ze skutkami długoterminowymi - na stopach porobiły mi się pęcherze. Na szczęście to co miałyśmy - kupiłyśmy, a ja dodatkowo weszłam w posiadanie dziurkacza w kształcie różyczki.

A po co mi taki dziurkacz? Będę w końcu z ciocią ozdabiać skrzynię, a że w końcu zdecydowała się na motyw róż, to dodatkowo zrobię taki szlaczek. Ciekawa jestem, jak mi pójdzie ta pierwsza próba decoupage'u, mam nadzieję, że efekt pracy będzie ładny.

Koralikowo zrobiłam sobie czarno-turkusową bransoletkę z SuperDuo, ale nie chce mi się zrobić jej zdjęcia. W końcu się jednak do tego zbiorę na pewno.

Muszę się przyznać, że wpadłam w szał na temat króla Artura i rycerzy Okrągłego Stołu. Pochłaniam co się da na ten temat i wyszukuję sobie coraz to nowsze książki do czytania. Chyba wzięła mnie nowa obsesja - i dobrze, bo poprzednia (wampiry!) się już nieco wypaliła.

Dziękuję za komentarze na temat mojej babeczkowej bransoletki. Jest mi bardzo miło :)

1 komentarz:

  1. Ojeju:P Pociągi i ja uwielbiam:) A Silesia dla mnie nie taka straszna, bo zwykle max 2h i do domu:) Przynajmniej jak jestem w Katowicach, bo mieszkamy zaraz obok, w tych 10 pietrowych blokach co za Debowymi tarasami po prawej widac:)
    Oj, a za Czestochowa to tesknie! Piekne miasto, jak jeszcze babcia zyla to i co 2 tyg jezdzilismy.
    Trzymaj sie!
    Anka

    OdpowiedzUsuń